Wpisy

  • sobota, 01 marca 2014
    • Rozdział 6 - Szpital Świętego Munga

                Lily obudziła się i otworzyła oczy. Jasność była oślepiająca. Nie zobaczyła swoich ognisto-czerwonych kotar, był tylko jasny sufit.

                Postanowiła przenieść się do pozycji siedzącej. Wtedy tak bardzo zakręciło jej się w głowie, że aż musiała ją ścisnąć. Rozejrzała się. Była w Skrzydle Szpitalnym - szkolnym szpitalu. Nie umiała sobie przypomnieć dlaczego tu leży. Nic nie umiała sobie przypomnieć. Czuła się jak po zaklęciu zapominającym. Silnym zaklęciu. Obliviate. Dużo o nim czytała.

        -Panna Evans ! - W jej stronę biegła pielęgniarka z przerażeniem na twarzy. - Proszę natychmiast się położyć ! - Rozkazała pchając ją całym ciężarem. Lily nie chciała, lecz w końcu musiała ulec.

        -Jak długo już tu leżę?

        -Sześć dni.

                Lily jęknęła w duszy. Opuściła już tyle zajęć. Co jeśli nie zdąży nadrobić materiału?

        -Muszę już iść. Powinnam odpisać notatki.

        -Nie kochana. Zostaniesz tu jeszcze conajmniej tydzień.

        -CO?

                Pielęgniarka już chciała odejść, ale zatrzymało ją pytanie.

        -A co się właściwie stało, że muszę tu leżeć? - Spytała głupio.

                Na twarzy lekarki pojawiło się przerażenie. Nie odpowiedziała, tylko wybiegła szybko ze skrzydła zostawiając otwarte na oścież drzwi. Rudowłosa pomyślała, że to może być szansa... Ale się szybko rozmyśliła nad próbą ucieczki.

                Po około piętnastu minutach pielęgniarka wróciła. Lecz nie była sama. Przyprowadziła do Skrzydła McGonagall. Była tak samo blada na twarzy jak pielęgniarka.

        -Dzień dobry, panno Evans. - Uśmiechnęła się przytulnie. Lily za nic nie mogła sobie przypomnieć, kim ta kobieta jest.

        -Dzień dobry. Jest pani lekarzem?

                Na twarzy nauczycielki pojawił się grymas. Wyszła powolnym zamyślonym krokiem.

                'Nawet mnie nie zbadała...' - Pomyślała Ruda.

                Tego dnia jednak jeszcze wróciła z grupką uczniów.

        -Lily ! Martwiłam się o Ciebie ! - Na jej ramiona od razu rzuciła się brązowowłosa dziewczyna.

        -E... Cześć. - Wymamrotała coś rudowłosa.

        -Lily... ? Pamiętasz mnie... ? - Spytała ze smutkiem na twarzy, ale i z błyskiem nadziei w oczach.Lily było jej jakoś tak... Szkoda. Ale pokręciła przecząco głową, zgodnie z prawdą.

                Brązowooka odeszła do tyłu ze spuszczoną głową. Następny podszedł chłopiec o długich, czarnych włosach. Matko, jakie tłuste !

        -Hej Lily ! - Powiedział entuzjastycznie siadając na łóżku. - Pamiętasz mnie ?

        -Niestety. Nie. - Jednak chłopak się tak jakby... ucieszył, na to co usłyszał. Miał pewien sprytny plan... Jak to Ślizgoni.
       Odszedł. Podeszła dziwna dziewczyna. Słowem się nie odezwała. Miała tlenione włosy. Odeszła. Nie miała pojęcia dlaczego, ale Lily się jej... Przestraszyła... Dziwne.

        -Do zobaczenia, Lily. - To ta dziwna lekarka, która jej nawet nie chciała zbadać. Uśmiechnęła się do niej blado.

                W nocy Ruda długo nie mogła zasnąć. O niczym nie myślała. Po prostu gapiła się w daleki, biały sufit.

                Kiedy było już grubo po północy usłyszała zbliżające się kroki. Ktoś wszedł do Skrzydła. Serce zielonookiej zaczęło szybciej bić.

        -Jest tu pani? - To był głos tej dziwnej lekarki. Pukała do biura pielęgniarki.

        -Jestem, jestem. - Drzwi się otworzyły. Sądziły, że Evans już dawno śpi.

        -I co pani sądzi?

        -Utraciła pamięć. Ktoś rzucił w nią silnym zaklęciem, ale ciężko nam określić jakim. To nie Obliviate. Ponieważ ona nie pamięta tylko i wyłącznie osób. Resztę wie. Wie co tu robi, gdzie jest, i tym podobne rzeczy. - Pielęgniarka Poppy mówiła szeptem, ale Lily i tak wszystko dokładnie słyszała.

        -Więc... Co pani proponuje?

        -Myślę, że najrozsądniej będzie wysłać ją do Munga.

                'Coo?! To przecież nie możliwe ! Ta.. Ta... Ta dziwna osoba na pewno na to nie pozwoli !'

        -Ale... Że tak... Już na zawsze? - Głos przybyłej kobiety się załamał.

        -Ehh... - Westchnęła pielęgniarka. - Zobaczymy.

        -Poppy... Chyba nie mówisz poważnie... ?! To nie może być aż tak... Niebezpieczne ! - McGonagall wybiegła nie czekając na jakiekolwiek słowo rozmówczyni.

                To była ciężka noc.

        -Poppy. Przyprowadziłam jeszcze jedną osobę. - Następnego dnia Minerva przyprowadziła jakiegoś chłopca o figlarnym wyglądzie.

                'James !' - Pomyślała Lily z nienawiścią.

        -Czego chcesz, Potter?! - Przywitała gościa. Pielęgniarce i nauczycielce opadły szczęki.

        -Musi być dla niej kimś ważnym, skoro tylko jego zapamiętała... - Rzekła Poppy nie odrywając wzroku od dziewczyny.

        -Ważnym?! - Oburzyła się, czerwieniejąc.

        -Siemcia, Ruda. - Przywitał ją James.

        -Na razie wyślemy ją do Munga... Później zobaczymy, co dalej. - Westchnęła pielęgniarka.

        -COO? - James stanął na równe nogi.

        -Przykro mi, panie Potter. Nie mamy wyboru.

        -Hej, Lilka. - Ktoś wszedł. To ten chłopiec z tłustymi włosami. Był podekscytowany. Zostawił buziaka na policzku dziewczyny. Patrzyła na niego z przerażeniem.

        -Co robisz?! - Wrzasnął James.

        -Nie mogę już przywitać swej własnej dziewczyny? - W jego oczach pojawił się błysk.

        -Dziewczyny?! TY IDIOTO ! Wykorzystałeś to, że straciła pamięć ! Kolegowałeś się z nią, ale robiła to z łaski ! Kto by lubił taką biedotę?! - James aż pluł, krzycząc. Sev się na niego rzucił. Zaczęli się bić.

        -DOŚĆ ! - McGonagall próbowała ich rozdzielić. - Gryffindor i Slythrin tracą po 15 punktów !

        -On wykorzystał, że straciła pamięć !

        -Panie Potter. Nie wiem co było pomiędzy panną Evans, a panem Snape, ale nie zamierzam się w to mieszać... - Na twarzy kruczoczarnego chłopca zabłysł triumfalny uśmiech. James wybiegł. Po chwili wyszły też owe dwie kobiety. Rudowłosa została sama z chłopakiem.

        -Jak się czujesz Liluś? - Zbliżył się by pocałować dziewczynę. Nie. Nie wolno mu !

        -EJ ! PRZESTAŃ !

                Jeszcze tego samego dnia, Lily została przewieziona do szpitala czarodziejów. Zawiózł ją Dumbledore i Minerva. Teraz leżała sama w pustej sali. Myślała o Snape'ie. Wydawało jej się niemożliwe by mogli kiedykolwiek być razem, ale nie chciała skrzywdzić chłopca.

                Z rozmyśleń wyrwał ją przeraźliwy ból. Co się dzieje? Ustąpił.

        -Crucio. - Usłyszała cichy syk. Mogłaby przysiądz, że już kiedyś go słyszała ! Znów przeraźliwy ból.

        -AAA ! - Wydobyła z siebie krótki krzyk. Przez zamglony obraz widziała jak ktoś się transformuje. To bylo ostatnie co zobaczyła. Wbiegli lekarze. Przestała oddychać. Tak to już koniec. Nie żyje.

      ~I~

      Teraz taki krótki rozdział ;C Przepraszam ;C Następny postaram się dłuższy. Będzie za miesiąc <3 Papa ;*

      #Hakape

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 6 - Szpital Świętego Munga”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      coco0011
      Czas publikacji:
      sobota, 01 marca 2014 09:32
  • piątek, 14 lutego 2014
    • Rozdział 5 - Bezimienna

      Hellołł<3 Dziś walentynki :* :* :* A w prezencie ode mnie ... NASTĘPNY ROZDZIAŁ <3 :D :)

      Następny będzie w pierwszy weekend mieeeesiąca ;)

                'Czy to coś aż tak ważnego? Co to takiego powiedzieć, jak ma się na imię? To aż tak wielka tajemnica?' - Pytań w głowie Lily było coraz więcej, a co spytała tajemniczą dziewczynkę z dormitorium o imię, ta tylko patrzała na nią głupio, nieobecnym wzrokiem, albo w ogóle nie reagowała.

                Tego dnia, Lily postanowiła spróbować czegoś innego. Była niedziela. Jedyny wolny dzień w Hogwarcie. Uczyli się w tej szkole już dwa tygodnie. James ani razu się nie odezwał do niej, od pierwszego dnia nauki. I dobrze.

                Poprzedniej nocy obmyślała cały plan. Czas zacząć...

        -Lily ! Gdzie idziesz? - Zatrzymała ją jej najlepsza przyjaciółka, kiedy już schodziła po schodach do Pokoju Wspólnego.

        -E... Idę się przejść.

        -Mogę iść z Tobą? - Spytała już wstając z łóżka.

        -Nie ! - Zareagowała zbyt gwałtownie, wzbudzając podejrzenia Dorcas. - Znaczy... Ja zaraz będę z powrotem.

        -No dobrze. - Powiedziała powoli siadając z powrotem na łóżku, nie odrywając przenikającego wzroku od rudowłosej.

                Lily odetchnęła z ulgą. Czeka ją pracowity dzień.

                Wyszła przez portret Grubej Damy na korytarz prowadzący do biblioteki. W niedziele, o 11, tajemnicza dziewczyna bez imienia zawsze chodziła do biblioteki. Kiedy Lily wychodziła, dziewczyny już nie było, więc musiała już pójść.

        -Dzień dobry, panno Evans. - Usłyszała. Rozejrzała się nieobecnym wzrokiem.

        -Dzień dobry, pani profesor. - To Sprout. Po dwóch tygodniach Lily była już znana wśród wszystkich nauczycieli, ze względu na wyniki w nauce.

                Mijając nauczycielkę, ruszyła dalej korytarzem. Po drodze już nikogo nie spotkała. Weszła do biblioteki. Na pierwszy rzut oka, nie zauważyła współlokatorki. Rozejrzała się dokładniej.

                W bibliotece nie było wielu uczniów. W końcu kto marnowałby jedyny wolny dzień w tygodniu na siedzenie przy książkach ! Siedział tam jeden chłopak z paczki Pottera. Ten blondyn, którego Lily polubiła najbardziej. Siedziały też trzy Krukonki przy jednym stoliku, czytając jakieś książki. Taak. Wszyscy Krukoni to kujoni. Pani Pince, szkolna bibliotekarka układała po kolei książki na regałach. W bibliotece siedziało jeszcze tylko parę starszych uczniów.

                'Niemożliwe !' - Lily jeszcze raz dokładnie przeleciała wszystkie stoliki i regały z książkami.

        -W czym pomóc? - To Pince. Musiała podejść, a rudowłosa nawet nie zauważyła.

        -Dziękuję. - Ruszyłam do wyjścia. Akurat ktoś wchodził.

        -Cześć Ruda ! - To James. To James ! - Dziewczyna cicho jęknęła. Opuściła głowę i zobaczyła kosmyk swoich rudych włosów.

                'Cholera !' - Pomyślała. Zapomniała dziś poczesać włosy ! Jak teraz wygląda?! Zrobiła się czerwona.

        -Cześć. - Burknęła coś pod nosem, kierując się ponownie do wyjścia, ale ktoś ją zatrzymał.

        -Gdzie się tak śpieszysz? - Uśmiechnął się ten sam debil.

        -Ja w przeciwieństwie czegoś się uczę i coś robię ! A nie tylko sprawiam nauczycielom kłopoty, tracąc punkty dla domu ! - Chłopak tylko się zaśmiał. To co powiedziała było głupie. Właśnie powiedziała, że chłopak się w ogóle nie uczy, a dopiero co wszedł do biblioteki. Zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Teraz jej twarz zrobiła się podobna do koloru jej włosów. 

                To by było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.

        -Chyba nie przyszedłeś tu, by się czegoś nauczyć, co? - Powiedziała z sarkazmem.

        -Masz rację. - Zachichotał. - Wpadłem tylko po Lunatyka.

                Lunatyk? Remus, Lunatyk? Co to za stwierdzenie?

        -Lunatyk? - Spojrzała podejrzanym wzrokiem, zapominając o swoim wyglądzie.

        -Tak. - Zachichotał. - Glizdogon. - Wskazał na tego malutkiego ohydnego chłoptasia. Nazwa jakoś jej się kojarzyła z szczurem, a to idealnie do niego pasowało. Więc to jest ok. - Łapa. - Wskazał na Blacka. Łapa? Przecież nie wygląda jak łapa ! Ani jego nazwisko, imię nic nie ma do łapy ! - I Rogacz. - Pokazał na siebie uśmiechając się od ucha do ucha. Co to za dziwaczne określenia?!

                Wyszła z biblioteki. Tym razem nikt już jej nie zatrzymał.

                Przypomniała sobie o sprawie na dzisiaj. Gdzie jest ta dziwna dziewczyna jak nie w bibliotece? A może wypożyczyła już książki i postanowiła poczytać w dormitorium?

                Ruszyła w stronę Wieży Gryffindoru.

        -Faktycznie, nie było Cię tylko chwilkę ! - Powitała ją Dori. Nie miała czasu na sprzeczanie się z przyjaciółką. Rozejrzała się tylko szybko po pokoju. Dziewczyny nie było.

                Lily szybko zbiegła po spiralnych schodach.

        -Co się z Tobą dzieje?! - Usłyszała jeszcze głos Dorcas. Jednak to zlekceważyła.

                Wyszła za portret. Nie wiedziała co robić dalej. Z zrezygnowaniem poszła w stronę wyjścia z zamku. Chciała pospacerować po błoniach, wokół jeziora i lasu.

                Nie długo później znalazła się na mroźnym podwórzu. Była jesień, więc wiał chłodny wiatr. Od razu przeszedł ją zimny dreszcz. Ruszyła dalej. Nikogo nigdzie nie było NIGDZIE ! To bardzo dziwne ! Bo nawet jak jest o wiele gorsza pogoda to jest tu przeludnienie !

        -Zaraz... - Mruknęła pod nosem. Ktoś jednak tu był. Tylko jedna osoba. Siedziała na ławce przy jeziorze. Czytała. Lily ruszyła w jej stronę żwawym krokiem, by nie zamarznąć na miejscu.

                To była ONA ! Rozpoznała jej białe jak śnieg włosy do ramion, powiewane przez wiatr.

        -Em... Cześć. - Zagadała. Nic. - Zdradzisz mi swoje imię?Znowu nic. - Nie jest Ci tu zimno? - Spróbowała inaczej.

        -Jest dobrze. - Odezwała się ! Miała delikatny głos.

        -Jestem Lily Evans, a Ty? - Spytała nieśmiało. Cisza. Lily westchnęła. Tak bardzo żałowała, że nie uważała podczas Ceremonii Tiary Przydziału.

        -Wracam do zamku. Jest strasznie zimno. Idziesz ze mną? - Spytała z nadzieją w głosie. Było jej tak zimno, że nie wytrzymałaby ani minuty dłużej. A nie chciała się w dodatku przecież przeziębić. Zero reakcji. Znowu westchnięcie rudowłosej. 

                Jest dobrze. Wypowiedziała do niej już dwa słowa. Wiedziała, że więcej nie wskóra. Przynajmniej nie dzisiaj.

                Wieczorem położyła się ostatnia. Reszta dziewczyn już spały. Chciała zrobić to, co wieczorem wychodziło jej najlepiej: pomyśleć.

                'Coś jest z tą dziewczyną nie tak ! Nie chce w ogóle się odzywać. Do nikogo. Ciągle przebywa sama i tylko czyta. Raz wyszła na dwór, a NIKOGO tam nie było ! To jest NIEMOŻLIWE !' - Tak dużo pytań i nie zrozumiałych rzeczy kłębiło się w głowie dziewczyny ! Coraz mniej podobała jej się ta dziwna, o włosach w kolorze mleka, dziewczyna.

                Było grubo po trzeciej. Lily już prawie zasypiała, gdy usłyszała ruch. Otworzyła szeroko oczy i zamarła. Nie było szans by coś zobaczyła, bo była otoczona kotarami w kolorach domu ze wszystkich stron. Wiedziała, że to rozbrzmiewa z lewej strony. Po jej lewej stronie była tylko Dziewczyna Bez Imienia (DBI). Coraz bardziej zaczynała się jej BAĆ. Wszyscy przed nią uciekają na korytarzach, nikt nie chce z nią rozmawiać. Nie chce podać swojego imienia. O co tu cholera chodzi?!

                Znów ruch. Rudej serce zaczęło szybciej bić.

        -Czemu nie śpisz? - Usłyszała wścibski głos, Lily była pewna, że osoba mówiąca śmiała się wrednie.

                Zabrakło jej głosu. Nie umiała nic z siebie wydobyć. Nie umiała się ruszyć. Nigdy się tak bardzo nie bała i była pewna, że nigdy się już tak nie przestraszy. Nie wiedziała w jak wielkim jest błędzie.

                Usłyszała kroki na schodach. Robiły się coraz cichsze. Ktoś wyszedł. Lily odetchnęła z ulgą.

        -Nadal tu jestem. - Usłyszała cichy, bardziej syk niż głos. Baaardzo wredny !

                Dlaczego ta dziwna dziewczyna, która nie chce zdradzić swojego imienia, tak cicha, spokojna i nie sprawiająca kłopotów z pozoru, próbuje ją przestraszyć?! Co Lily jej takiego zrobiła?!

                Tej nocy już Lily nie zasnęła. Zbyt bardzo się bała zamknąć oczy. Leżała nieruchomo, nie odważyłaby choćby drgnąć. Jednak aż do świtu już nic nie usłyszała. Odważyła się rozsunąć kotary dopiero, kiedy usłyszała jak budzi się Dorcas i mówi:

        -Lily, śpisz?

                Rudowłosa rozsunęła powoli czerwono-złote zasłony. Od razu spojrzała na koleżankę po prawej stronie, wzrokiem pełnym przerażenia. Jednak zobaczyła tą samą spokojną dziewczynę co zawsze. Była już ubrana w mundurek i opierając się o ścianę, jak zwykle czytała książkę. Ona zawsze budziła się pierwsza.

                Białowłosa spojrzała niewinnym pytającym wzrokiem na Rudą, ale jak zwykle, nic nie wypowiedziała. O nie ! Lily już nie zamierza się z nią zaprzyjaźniać, ani starać się by znalazła sobie towarzystwo, aby nie musiała siedzieć samemu ! Oj nie, nie ! A może... Ona chce być samotna? I to dlatego próbowała odstraszyć ją od siebie? Żeby jej dała spokój? Wszystko się za niedługo przecież okaże...

        -Lily ! Co się z Tobą dzieje?! - Zdenerwowała się Dori.

        -Nie śpię.

        -No wiesz ! - Oburzyła się Dori.

        -No wiem. - Dogadała jej. - Idę do łazienki.

                Ubrała na siebie błękitny szlafrok, wzięła kosmetyczkę i szatę, i zeszła do Pokoju Wspólnego.

                W tym roku została w Domie Lwa wybudowana łazienka.

                Przeczesała swoje długie, rude włosy paroma zgrabnymi ruchami i splotła je w zgrabny kok. Przemyła twarz zimną wodą. Zobaczyła w lustrze swoje odbicie. Teraz wyglądała jak prawdziwa czarownica ! Miała ogromne doły pod oczami. Nałożyła pod oczy nieco pudru. Tak, teraz wyglądała o niebo lepiej, ale to na pewno jeszcze nie wygląd anioła. Wskoczyła w mundurek i szybko wróciła do dormitorium.

                Wszyscy byli już gotowi - Lizzy, Kathly, Dori, Dziewczyna Bez Imie... Zaraz ! Nie było tu tej dziwnej dziewczyny ! Gdzie ona się podziała? Śniadanie zaczynało się dopiero za pół godziny, biblioteka była dziś wyjątkowo zamknięta. Więc gdzie ona poszła? Do łazienki? Nie, minęłyby się. Może zapomniała, że biblioteka jest zamknięta? Albo miała złą godzinę w zegarku? Nie. To mało prawdopodobne. Widać było, że pamięta o wszystkim. Nigdy by się tak nie pomyliła...

        -Gdzie idziesz? - Zdziwiła się Dorcas. - Do śniadania jeszcze czas !

        -Wiem, ale... - Nie dała jej skończyć.

        -Ale co?! Ciągle gdzieś się wymykasz, jesteś jakaś nieobecna, nic do Ciebie nie dociera. Co się z Tobą dzieje ! - Brązowowłosa była już bardzo wściekła, wręcz pluła mówiąc.

                Lily rozważyła, czy nie powiedzieć o wszystkim przyjaciółce. Zdecydowała.

        -Ja... Po prostu szłam do toalety... - Rzekła wymijająco.

        -Po co? - Jakoś jej to nie przekonało.

        -No... A po co się chodzi do łazienki? - To co powiedziała, wybiło z tropu rozmówczyni.

                Ruda wykorzystała moment otępienia i wyślizgnęła się z dormitorium.

                Strasznie interesowała ją ta sprawa DBI, ale nie chciała nikomu o tym mówić. Jest zdana na siebie. Chciała ją odnaleźć, ale nie miała kompletnie pojęcia, gdzie iść. Po prostu ruszyła przed siebie.

                Po drodze spotkała tylko grupkę trzeciorocznych Puchonek, chichoczących coś. Na pewno rozmawiały o tym uroczym Jamesie ! Lily stwierdziła to z pogardą, czuła obrzydzenie do tego chłopca.

                Nagle zaskrzypiały drzwi. Lily zamarła. Spojrzała na wrota jedynej z klas wzdłuż korytarza. Były lekko uchylone. Bała się. Nawet bardzo. Ale pokusa była zbyt duża. Wślizgnęła się tam jak najszybciej - chciała mieć to już za sobą. W klasie były egipskie ciemności. Kompletnie nic nie było widać ! Nic ! No, może trochę można było dostrzec ciemność, ale to tylko dla spostrzegawczych... (XD)

                Drzwi trzasnęły za nią. Chciała wrócić, czym prędzej stąd wyjść, ale nie miała jak... Drzwi zniknęły ! Nic za nią nie było. Zaczęła gwałtownie iść do tyłu. Przecież stała obok drzwi ! A teraz była tam tylko pusta przestrzeń !

        -Nie musisz się bać. - Usłyszała syknięcie tego samego głosu co w nocy. 

                Odruchowo sięgnęła po różdżkę. Nie było jej w kieszeni ! 

                'Matko! Co w tej szkole się dzieje?! Trzeba było mi iść do normalnej publicznej szkoły mugolskiej !' 

        -Czego Ty ode mnie chcesz?! - W końcu udało się coś Lily wypowiedzieć. Miała strasznie piskliwy głos. Wszystko wypowiedziała na jednym wdechu. 

        -Czego JA od Ciebie chce? - Lily pomyślała, że już tajemniczy człowiek się nie uśmiecha. - To TY mnie ciągle śledzisz ! To TY ciągle mi zawracasz głowę ! 

                Czyli to ona... Teraz Lily zauważyła, że w ciemności da się ujrzeć tlenione włosy. Ale tylko i wyłącznie to. 

        -Po co Ty to robisz?! - Usłyszała wściekły głos. 

                Coraz bardziej zaczynała się bać. 

        -Najpierw chciałam się zakolegować, bo zawsze byłaś sama, nikt z Tobą nie rozmawiał...

        -Oj Ty się już o mnie nie martw. - Usłyszała warknięcie, podobne do syku węża. 

        -Później w ogóle nie chciałaś podać nazwiska. To było bardzo dziwne. - Lily zebrała się na odwagę. - Później... Raz wyszłaś na błonia, a NIKOGO tam nie było. Nikogo poza Tobą. A to było niemożliwe. Potem ta straszna noc...

                Rudowłosa zdała sobie sprawę, że na twarz potwora znów wkradł się uśmiech. 

        -I nikomu o tym nie powiedziałaś? Prawdziwa Gryfonka. - Na jej twarzy musiał się teraz pojawić wredny uśmiech. - Odważna. - Powiedziała udając zachwyt. - Wszystko da radę zrobić sama. - Zaśmiała się wrednie. 

        -Jak się nazywasz? - Lily stwierdziła, że i tak żywa stąd nie wyjdzie, więc czemu by nie zaryzykować? Wstrzymała oddech. 

                Na twarz wroga, znów wkradł się uśmiech. Pełen nienawiści. 

        -Bezimienna. - Syknęła jak wąż. 

                Lily padła na posadzkę. Czyżby mordercze zaklęcie?

       ~I~

      Trochę się z tego robi krrrrryminał . Haha <3 Nie no... Za niedługo MOŻE się wszystko wyyjaśni ;D Na razie żegnam Was wraz z Bezimienną ;x 

       ~Hakape

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 5 - Bezimienna ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      coco0011
      Czas publikacji:
      piątek, 14 lutego 2014 14:05
  • sobota, 01 lutego 2014
    • Rozdział 4 - Czy status krwi na prawdę znaczy aż tak wiele ?

      Tłam, tłam, tłam, tłam :D Witaaajcie :D W tym rozdziale zaczyna się troszkę już Jily, ale nie zamierzam robić , by akcja się rozpędziła i wszystko poszło za szybko... Zapraszam do czytania i komentowania <3

                Po obfitej uczcie, prefekci, czyli uczniowie wybrani przez dyrektora, odprowadzili pierwszoroczniaków do swoich nowych dormitoriów. Gryfoni zostali odprowadzeni do Wieży Gryffindoru. Jak sama nazwa mówi - mieściła się w wieży.

                Na początku weszli do Pokoju Wspólnego przez obraz Grubej Damy, której trzeba podać hasło. Tym razem było to 'Godryk'. Lily uznała, że jest naprawdę gruba. Część starszych uczniów tu siedziała. Wokół komina były ustawione zużyte i poprzecierane fotele. Wszystko wokół było czerwone. Począwszy od ścian, po ramy okna.

                Dalej mieli się rozdzielić na chłopców i dziewczyny. Każda z dwóch grupek weszła do osobnej wieży. Lily wchodziła po kręcących schodach. Było tam pięć łóżek - każde dla jednej z dziewczyn. Stały tam już nasze kufry ze zwierzętami, oznaczające, kto które ma łóżko.

        -O, jak fajnie. Jesteśmy obok siebie. - Uśmiechnęła się Dorcas.

                Rzeczywiście miały łóżka obok siebie. Wzdłuż pokoju jako pierwsza leżała dziewczyna, której Lily jeszcze nie znała. Następna była właśnie ona. Obok Dorcas. I na końcu Liz z Kathly.

        -Jak się nazywasz ? - Lily spytała dziewczyny leżącej z drugiej strony.

                Spojrzała na nią znad książki, nie odzywając się. Wróciła do czytania. Lily się zdziwiła.

                Łóżka były otoczone z czterech stron kotarami, co bardzo spodobało się rudowłosej dziewczynce. Nad każdym łóżkiem było okno z widokiem na jezioro, po którym płynęli, ciemny las z długimi drzewami i gwieździste jak nigdy niebo.

                Lily wypuściła Choco i nic więcej nie zdążyła już zrobić, bo zasnęła. I to bardzo mocno.

      *          *          *

                Następnego dnia zeszła z Dorcas na śniadanie.

        -Dori, pośpiesz się. Chyba nie chcesz się spóźnić na pierwsze śniadanie ? - Poganiała ją Lily.

        -Jasne, że nie chcę. Już idę, idę.

                Zeszły po marmurowych schodach.

        -Nie rozumiem. Po co tak szybko śniadanie? -Marudziła po drodze brązowowłosa dziewczyna. - Na 8 ! Też se wymyślili ! O tej godzinie jeszcze smacznie chrapię !

                'Dosłownie!' - Pomyślała Lily, przypominając sobie, jak Meadows chrapała w nocy.

                Kiedy weszły do Wielkiej Sali, gdzie wczoraj odbyła się Ceremonia Przydziału, prawie wszyscy uczniowie już tu byli. Zasiadła do stołu Gryfonów z Dori. Zaczęły pakować sterty pysznie pachnącego jedzenia na czyste złote talerze. Do kielichów, również wykonanych ze złota, nalały soku dyniowego.

                'Pyyychotka!' - Pomyślała Lily mocząc usta w chłodnym, pomarańczowym napoju.

                Zjadła trzy tosty z dżemem truskawkowym, owsiankę i wypiła dwa kielichy soku z dyni.

        -Pyszne jedzenie tu serwują! - Oznajmiła podekscytowana Dorcas, kiedy szły do swojej wieży po śniadaniu, z planami w rękach.

                Wzięły odpowiednie książki i udały się na pierwsze zajęcia. Znalezienie odpowiedniej sali zabrało im prawie piętnaście minut, ponieważ kiedy wpinały się po jednych z wąskich marmurowych schodach, zaczęły się obracać w inną stronę - oczywiście dziewczyny nie poszczędziły sobie przeraźliwych pisków, ale udało im się zdążyć na czas.

        -Dzień dobry dzieci. - Wszyscy zgromadzeni w klasie powstali słysząc surowy głos kobiety, wchodzącej do klasy.

        -Dzień dobry pani profesor. - Odpowiedziała chórkiem klasa.

                Nagle do klasy wbiegły cztery pary stóp, z takim impetem, że echo otwieranych drzwi z pewnością rozniosło się po całej klasie. Z pewnością Filch zaraz przybiegnie sprawdzić do się stało. Byli to chłopcy. Pękali ze śmiechu. Wśród nich Lily rozpoznała Jamesa i Syriusza. Był tam jeszcze blondyn, cały czerwony na twarzy, z pewnością Lily polubi go bardziej niż tych dwóch i niski chłopczyna z wystającymi przednimi zębami.

        -Przez Was Gryffindor traci 4 punkty! Za każdego z Was! - Jakoś specjalnie się tym nie przejęli. Tylko blondyn jęknął cicho, teraz cały czerwony ze złości na kolegów. - A zaraz straci kolejne 4, jeśli natychmiast nie zajmiecie swoich miejsc!

        -Jestem profesor Minerva McGonagall. Jestem opiekunką Gryffindoru i zastępcą dyrektora. -Powiedziała, kiedy chłopcy zajęli już swoje miejsca, szybko się opanowując. Wyglądała na taką, którą ciężko wyprowadzić z równowagi.. - Będę Was nauczać Transmutacji. To bardzo ciężki do opanowania rodzaj magii... Oczywiście nie oczekuję od Was, że od razu będzie wszystko Wam wychodzić, ale też nie życzę sobie leserstwa. - Powiedziała sroko patrząc spod swoich okularów w stronę Jamesa, Syriusza i jeszcze dwóch innych chłopców, którzy z nimi siedzieli.

        -Pani profesor? - W górę wystrzeliła ręka jakiejś Krukonki, bo to z nimi dziś Gryffindor miał zajęcia.

        -Tak, panno... ? - Stwierdziła pytająco.

        -Winter. - Teraz Lily rozpoznała, że to ta sama dziewczyna, której nazwisko było jako pierwsze wyczytane podczas Ceremonii Przydziału. - Kiedy opanujemy transmutację ludzi?

                James prychnął.

                Wszyscy spojrzeli w jego stronę. Cała poczwórna paka się uśmiechała, nawet ten przyjaźnie wyglądający blondyn.

                'Coś tu nie gra... Dowiem się jeszcze co.' - Pomyślała stanowczo Lily odwracając się z powrotem w stronę nauczycielki.

        -Panie Potter. Jeszcze chwila i Gryffindor straci kolejne punkty! - Ostry głos wypełnił klasę. Lily od razy zobaczyła, że nie faworyzuje swoich. Wszystkich traktuje równomiernie... w końcu to opiekunka Gryffindoru, nie odejmowała by tak po prostu punktów, bo jej też na pewno zależy na Pucharze Domów, o którym opowiadał Sev. 

        -Sorry. - Rzekł obojętnie.

        -Sorry?! - Powtórzyła nauczycielka. Cóż za zniewaga!

        -Znaczy... PRZEPRASZAM. - Poprawił się podnosząc kąciki ust, na co Lily usłyszała westchnięcie nie jednej dziewczyny. Nie miała pojęcia dlaczego. Przecież go nie lubi! Nienawidzi! Ale... Może zbyt prędko go osądza... ? Czas pokaże.

                Cała reszta lekcji, upłynęła podobnie. Była to lekcja organizacyjna, jednak żadna inna lekcja tak nie wyglądała.

                Następne było Zielarswo, lecz jeszcze nie to... Z pewnością trzeba opisać podróż do oranżerii.

                Lily chciała odbyć tą podróż w spokoju, rozmawiając z Dorcas, jednak to nie było jej dane. Po wyjściu z klasy natychmiast podbiegł do niej owy rozbójnik, do którego czuła tak wielką niechęć.

        -Hejo słodka. - Próbował ją zatrzymać z łobuzerskim uśmiechem.

        -Hyh ! - Żachnęła się przyspieszając kroku.

        -Nie mów, że taka mugolaczka jak Ty, chciała by mieć MNIE - Na to słowo zwrócił szczególną uwagę. - Za wroga. - Uśmiech znów powrócił, wypełniając całą twarz.

                'Co? Ale, że co? Co to za różnica jaki ma się status krwi?' - Teraz już była pewna, że go nie lubi.

        -Mugolaczka?! A co mnie TY i te Twoje statusy krwi obchodzą?! Nic ! No właśnie ! - Wykrzyczała czerwona na twarzy, jak jej włosy. Mina chłopaka zrzedła. Nie spodziewał się takiej reakcji.

                'Że imponuje wszystkim dziewczyną to znaczy, że mi też musi?! Jaki debil ! Ja mu jeszcze pokaże !'

                Zostawiła go wmurowanego w ziemię i poszła czym prędzej na zajęcia.

        -Witajcie uczniowie. - Przywitała ich tęga kobieta. - Jestem profesor Sprout. - Wyglądała na 25-letnią, przygrubawą dziewczyę. - Na zajęciach Zielarswa, będziemy się zajmować roślinnością. Dość pogaduszek. Bierzmy się do roboty.

                Reszta lekcji przeleciała zwyczajnie i nudno. Przesadzali najzwyczajniejsze na świecie brzozy z mniejszych doniczek do większych. Przez całą z twarzy Pottera nie schodziło zaskoczenie, jadnak po skończeniu zajęć postanowił widocznie, że nie odpuści tak łatwo.

        -Wpadniesz do naszego dormitorium wieczorem? Będziemy z Peterem i Remusem grać w jakieś gierki. Może butelka? Na całowanie? - Puścił do niej perskie oko. - Byłoby bardzo ciekawie. - Lily zauważyła, jak reszta jego paki pęka ze śmiechu, słysząc jego podryw.

                Lily najpierw zrobiła się czerwona jak burak, a na zdanie 'Byłoby ciekawie' zaczęła wyglądać jak jakiś rozdrażniony byk na rodeo. Chłopak zauważył to i cofnął się o krok do tyłu... 'Tak dla wszelkiego bezpieczeństwa...' - Usprawiedliwiał się później kolegą, którzy nadal tarzali się ze śmiechu na podłodze lub zginali wpół.

        -Nie skorzystam ! - Wydarła z siebie na cały głos. - Ale ona na pewno zrobi to z wielką chęcią ! - Krzyknęła wskazując na Lizzy, która przypatrywała się całej sytuacji z taką zazdrością w oczach, że nie dało się jej opisać.

                James jak idiota spojrzał na wskazaną palcem osobę, ale nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Znów Lily zostawiła go wmurowanego w ziemię.

                'O co mu chodzi? Może mieć każdą ! Dosłownie KAŻDĄ! Więc czego ode mnie chce?!' - Lily już nie sądziła, że go nie lubi... Teraz była pewna, że go nienawidzi !

                Następne były Eliksiry. Lily się cieszyła, ale nie tak jak na inne lekcje, które miały się odbyć pierwszy raz. Cieszyła się, bo Eliksiry to jedna z tylko trzech lekcji, które będą się odbywać z Ślizgonami ! Z Severusem !

        -Cześć, Sev ! - Zawołała dziewczyna, gdy zobaczyła przed sobą postać w tej samej pelerynie co zawsze i przetłuszczonych włosach.

                Reakcja ją trochę zaskoczyła. Trochę bardzo. Chłopak najpierw przez parę sekund tylko stał, na dźwięk jej głosu. Później powoli odwrócił głowę. Tylko głowę. Spojrzał na nią pokrzywdzonym wzrokiem. Ruszył dalej. Najpierw wolno, później coraz szybciej.

                O co mu niby chodzi?

        -Lily, spóźnimy się na Eliksiry. Chodźmy. - To Dorcas. Musiała widzieć całą tą sytuację, bo mówiła cicho.

                Poszła za nią ze spuszczoną głową. Zajęły miejsce jak najdalej od Severusa i Jamesa.

        -Sienko uczniowie. - Zachichotał pod nosem nauczyciel. Był tak gruby, że większość wątpiła, że mieści się w drzwiach. - Nazywam się Horacy Slughorn.

        -Dzień dobry, panie profesorze. - Chórek dwóch najbardziej wrogich klas się odezwał.

        -Jak większość wie, jestem opiekunem Slytherinu. Teraz zaczynamy lekcję. Wyciągnijcie kociołki i zapasy produktów, jakie zakupiliście w aptece... A w tym czasie... Powie mi ktoś, co powoduje Skrzeloziele?

                Dwie ręce wystrzeliły w górę. Lily i Severusa.

        -Tak panie Snape? - Zwrócił się w stronę chłopca. Kretyn. Preferuje swój dom.

        -Po zjedzeniu można przebywać pod wodą przez pełną godzinę. Wyrastają nam skrzela i błony pomiędzy palcami nóg i rąk.

        -Znakomicie, znakomicie. 5 punktów dla Slytherinu. - Na ustach wszystkich Ślizgonów zakwitły uśmiechy. Wszystkich z wyjątkiem Seva. Był chyba dziś nie w sosie.

        -A wie ktoś, co to amortencja?

                Znów te same dwie ręce wystrzeliły w górę.

        -Tak, panno... ? - Z podekscytowaniem zwrócił się w stronę Gryfonki. Rzadko, który uczeń Gryffindoru lubił jego zajęcia. A o tym, by na lekcji coś wiedział, mógł tylko pomarzyć.

        -Evans. - Lily postanowiła, że pokaże wszystkim tym arystokratą, dla których liczy się tylko status krwi, że mugolaki, też mogą dać sobie radę. Ba ! To mało powiedziane. Dziewczyna opanowała już wszystkie książki.

        -Tak, panno Evans? - Poprawił się.

        -To eliksir miłosny. - Lily mogła przysiąc, że na to słowo James nerwowo się poruszył w ławce. - Jeden z najbardziej mocnych. Jeśli ktoś wypije choć kroplę, natychmiast zakocha się w osobie, która mu go podała. Każdy odczuwa woń wywaru inaczej. W zależności od tego, co lubi. - Skończyła opowiadać.

        -Brawo ! - Widać było, że nauczyciel jest podekscytowany. - 6 punktów dla Gryfonów !

                'Jest ! 1:0 dla mnie Snape' - Pomyślała, za co szybko się skarciła. Zarobiła dziś dla Gryffindoru jakby 2 punkty, ponieważ paka Jamesa straciła dziś 4, lecz nie wiedziała, że na dziś to jeszcze nie koniec.

        -Zapewne jesteś czarownicą czystej krwi... - To było bardziej stwierdzenie, niż pytanie. Wypowiedział to z całkowitą pewnością w głosie.

        -Jestem mugolaczką. Nikt w mojej rodzinie nie wykazał magicznych mocy. - Rzekła niechętnie.

                Następnie udali się na Historię Magii. Lily starała iść z samego przodu, otoczona dziewczynami, z obawy przed Jamesem, lecz nie było to potrzebne. Chłopak nie wykazywał najmniejszej ochoty, by startować jeszcze do tej dziewczyny. Przynajmniej nie teraz.

        -Jestem profesor Binns. Będę Was nauczać Historii Magii. - To, co zobaczyli uczniowie, straszliwie ich zaskoczyło. Tego przedmiotu nauczał... DUCH. Najprawdziwszy DUCH ! To jedyny nauczyciel, który jest duchem.

                Pierwszoroczniacy nie długo później, już przyznali, że to najnudniejsze lekcje, na jakich mogli się znaleźć. Profesor cały czas tylko gadał, gadał i gadał. I to jeszcze takie nudy i głupie, niepotrzebne nikomu rzeczy ! Ale co było najgorsze... Uczniowie samemu mieli robić sobie notatki, a tym czasem... prawie wszyscy zasypiali, z powodu jego niezwykle nużącego i usypiającego głosu ! Było niewielu takich jak Lily, którzy dokładnie przepisywali każde wypowiedziane jego słowo.

                Na lekcji zadał tylko jedno pytanie.

        -Czy wie ktoś, w którym roku został założony Hogwart? - Zwrócił się do klasy, w której prawie wszyscy spali.

                Zgłosiła się tylko jedna osoba. Wiadomo kto.

        -W 900 roku. - Odpowiedziała natychmiast Lily.

        -Dobrze ! - Odpowiedział zaskoczony z podziwem patrząc na dziewczynę. - Czysta krew?

        -Mugolaczka. - Odpowiedziała wściekle. Cóż to za różnica.

        -A dom? - Jej odpowiedzią był nieco zaskoczony.

        -Gryffindor. - To odpowiedziała już z dumą w głosie.

        -A więc Gryffindor właśnie zdobył 3 punkty !

                Dziewczyna wychodziła z klasy nadal z triumfalnym uśmiechem na twarzy.

        -Co teraz? - Spytała.

        -Obiad. - Odpowiedziała Meadows chichocząc.

                Lily dopiero teraz poczuła jak bardzo jest głodna.

                Zeszły do Wielkiej Sali. Już prawie się nie gubiąc po drodze. Lily usiadła obok Dori i dziewczyny z ich dormitorium, która nie chciała jej wczoraj zdradzić imienia. Czytała jakąś książkę, zajadając obiad. Teraz zdała sobie sprawę, że podczas przechodzenia na inne lekcje, cały czas szła sama z tyłu, czytając. Lily zrobiło się jej żal.

        -Cześć. Jak się nazywasz? - Powtórzyła wczorajsze pytanie. Lily zauważyła, że dziewczyna udaje, że jej nie słyszy lub, że zwraca się do kogoś innego. No właśnie - udaje. Ale czemu? Czy to coś tak wielkiego, powiedzieć, jak się nazywa?

                Dziewczyna pomyślała, że wczoraj wieczorem też jej 'nie usłyszała', ale ona wręcz na nią spojrzała.

        -Dori ? - Szepnęła teraz w stronę drugiej koleżanki. - Wiesz może jak ona się nazywa? Kim jest? Co kolwiek?

                Panna Meadows tylko pokręciła przecząco głową. Evans westchnęła.

      ~I~

      Kuuuniec :D Mam nadzieję, że się choć troszkę podobało :) Następny rozdział powinien się pojawić za miesiąc :) <3

      ~Hakape

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      coco0011
      Czas publikacji:
      sobota, 01 lutego 2014 17:57
  • wtorek, 21 stycznia 2014
    • Rozdział 3 - Tiara Przydziału

           Helloł :3 . Postanowiłam, że będę dodawać następne rozdziały w PIERWSZY WEEKEND MIESIĄCA. :D . Zawsze będzie to sobota lub niedziela. Czasem rozdział będzie się pojawiał co miesiąc, czasem co dwa, a nie kiedy może tak wyjść, że co trzy :D . Powiedzcie mi tylko... Wolicie, żeby było więcej opisów czy dialogów ? ? ?  Miłego czytaaaania xD . Komentujcie Proszę <3

       

       

                1 września, wszystkie czarownice i czarodzieje mięli się stawić na stacji King Cross w Londynie o jedenastej. Lily była już tam o wpół do jedenastej. Pożegnała się z rodzicami od razu, bo musieli jechać do pracy. Jej ojciec był aptekarzem, a mama pielęgniarką w malutkim szpitalu. Petunia nie chciała jej odwieźć. Zresztą za godzinę sama miała rozpoczęcie roku.

                Lily odczytała na bilecie, który dostała od profesora Dumledore'a, że ma się stawić na Peron 9 i 3/4. Sądziła, że naszła tu jakaś pomyłka, a zapomniała spytać oto Severusa, czego teraz bardzo żałowała, bo miała nadzieję, że będzie tu pełno dziwnie ubranych ludzi ze spiczastymi czapkami, jednak wszyscy byli ubrani zwyczajnie, jak ona.

                Pozostało jej mieć nadzieję, że wypatrzy gdzieś jedynego znajomego jej czarodzieja. Chodziła po Stacji tam i z powrotem. W końcu podeszła do jednego z panów, którzy pomagali różnym starszym osobą nosić torby i walizki.

        -Przepraszam? - Rzekła. - Gdzie mogę znaleźć Peron 9 i 3/4?

        -Jaki?! Głupie dzieciaki! Tylko sobie żartują! - Stwierdził bardziej do siebie niż do dziewczyny, odwracając się.

                Tak ja Lily myślała - tylko się ośmieszyła.

        -Cześć. - Usłyszała znajomy głos i rękę na jej ramieniu. Była ciepła.

        -Sev ! - Niezwykle się ucieszyła. - Jak dobrze, że Cię widzę ! - Chłopiec był jak zawsze ubrany w te same ubrania z szarawą peleryną. - Wiesz może jak się dostać na ten dziwny peron? Zostało dziesięć minut !

        -Choć za mną. - Uśmiechnął się przyjaźnie.

                Chwilę później stali obok peronów 9 i 10.

        -No widzisz nie ma tu Peronu 9 i 3/4. - Lily pomyślała, że chłopiec wcale nie wie, gdzie jest ten peron i stwierdził, że na pewno będzie to takie proste, że peron będzie w okolicach 9 i 10. Zawiodła się i przeraziła. 

                'Co jeśli pociąg odjedzie? A może to był jeden wielki i cholernie głupi żart?' - W jej głowie było tysiące pytań.

        -To właśnie wejście do naszego peronu. - Wyjaśnił pokrótce Severus. - Stań w odległości dwóch metrów od tabliczek '9' i '10' . I wbiegnij prosto pomiędzy te dwie tabliczki. 

        -Ale Severusie! - Przeraziła się nie na żarty. - Tam jest ściana!  To szaleństwo ! 

        -Zaufaj mi. -Powiedział miłym głosem.  - Pomysł z kominkiem też się wydawał dość dziwny , prawda ? 

        -Dość? - Spytała z sarkazmem.

                Severus tylko się zaśmiał.

        -Ja pójdę pierwszy, dobrze? Może Ci się wydawać, że zniknę, ale ja tylko przejdę na drugą stronę. Ale musisz mi obiecać, że wbiegniesz tam zaraz za mną.

                Lily nie ukrywała, że nadal jej się nie podoba ten pomysł.

                Przytaknęła, choć nadal była pełna wątpliwości.

                'Tak. Na pewno to jeden, wielki, głupi żart. Tak. I Sev jest w to wplątany! Robi ją w konia. Nie wybaczy mu tego! Oj nie. Nigdy! Bo kto o zdrowych zmysłach wbiegłby w ścianę? Wszyscy powariowali ! A ja to już szczególnie!' - Myślała.

                Chłopiec rozpędził się i wbiegł prosto w ścianę. Nie. To niemożliwe. To jakieś złudzenie optyczne. Nie mógł przecież tak po prostu zniknąć. Lily obeszła murek. Nigdzie się nie chował.

                'Raz grozi śmierć' - Pomyślała. - 'Dla Hogwartu - warto. Warto zrobić z siebie idiotę przed wszystkimi ludźmi, obijając się o mur z kufrem zapełnionym przedziwnymi rzeczami i czarnym kotem w klatce. Po za tym... Obiecałam Sevowi... Zabiję go.'

                Myśląc to wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy i rozpędziła się prosto w mur.

                Była gotowa na to, że zaraz z hukiem uderzy w ścianę i wszyscy zaczną się na nią oglądać. Stało się jednak inaczej. Nagle przeniknął ją ogromny chłód. Przypominało to uczucie, podczas podróżowania Proszkiem Fiuu. Choć miała zamknięte oczy, zauważyła, że zrobiło się ciemniej. Po chwili znów zrobiło się jakoś jaśniej i cieplej.

                Powoli otworzyłam oczy. To niemożliwe. Stałam teraz na innym Peronie. A ściana zamiast przede mną, była za mną. Stał tam Sev z uśmiechem od ucha, do ucha.

        -No widzisz? Udało się! I jak było? - Spytał lekko pociągając ją za rękę, by ruszyła się z miejsca.

        -Widzę. Spoko. - Odpowiedziała ochrypłym głosem, próbując zamaskować wszelkie oznaki, że się straszliwie bała.

                Chłopiec się zaśmiał.

        -Mamy już tylko pięć minut. - Spoważniał. - Pośpieszmy się, bo pociąg nam odjedzie.

                Lily dopiero teraz zauważyła daleko rozciągający się pociąg. Błyszczał czerwienią. Na przedzie miał tabliczkę z napisem 'London - Hogwart' Był po prostu piękny !

        -Musimy iść się gdzieś zameldować, czy coś? -Spytała Lily.

        -Sprawdzeniem obecności, było wysłanie sowy z odpowiedzią. - Zachichotał z własnego dowcipu.

                Lily zamarła.

        -Ale... Ja nie odpisałam...

                Sev się przeraził.

        -Możesz powtórzyć?

        -Nie odpowiedziałam listem, czy tam idę czy nie ! - Zdenerwowała się dziewczynka.

                Chłopeic jakby sobie coś przypomniał i odetchnął z ulgą.

        -Ahh... Przecież jesteś mugolakiem. Wtedy wystarczy, że podczas odwiedzin profesora Dumbledore'a, Twoi rodzice potwierdzą, że tam jedziesz. A sama mówiłaś, że się zgodzili...

                 Lily się rozluźniła. Już się przestraszyła, że jej marzenie o Szkole Magii prysło, niczym bańka mydlana.

                 Weszli do pociągu z kuframi i zwierzakami. Chłopiec miał ze sobą fretkę - Harolda, a Lily czarnego kota - Choco. Kociak miał dopiero miesiąc. Został kupiony specjalnie, by dotrzymywać jej tam towarzystwa.

                Wcześniej rudowłosa dziewczyna raz jechała pociągiem - co swojej ciotki May.

                W każdym przedziale było miejsce tylko na jedną osobę, więc byli zmuszeni usiąść oddzielnie.

        -Cześć. Jestem Dorcas Meadows. Pierwszoroczna. - Przywitał ją od razu głos. Domyśliła się, że 'Pierwszoroczana' oznacza, że też jedzie do Hogwartu pierwszy raz.

        -Hej. Lily Evans. Tak samo.

        -Możesz mówić na mnie Dori. - Uśmiechnęła się.

                Zdała sobie sprawę, że w przedziale siedzą jeszcze dwie dziewczyny. Ubrane były w ubrania najnowszej mody, a ich twarze chowały się pod tonami makijażu.

                Jedna rzuciła na Lily spojrzenie pełne wyższości, a druga jej nawet tym nie zaszczyciła.

        -To Lizzy i Kathly. Strasznie zapatrzane w siebie. - Szepnęła i puściła jej perskie oko.

                Lily włożywszy kufer na górną półkę, wypuściła maleńkiego Choco z klatki. Natychmiast podbiegł do niego rudy, stary i duży kot. Jego sierść miała identyczną barwę, jak włosy Lily. Pomimo tego, nie przypadł jej do gustu. Wręcz ją trochę nawet obrzydzał.

        -To Funiek. - Zachichotała właścicielka. Lily szybko wzięła Choco na ręce i usiadła.

        -Ile ma lat? - Spytała, choć bardzo bała się odpowiedzi.

        -10. Staruszek. Ale za to jaki ukochany ! - Wtuliła go w swoją twarz. Lily zrobiło się niedobrze.

        -Spójrz Kathly. - W końcu odezwała się jedna z bogatych dziewczyn. Miała przesłodki, wysoki głos. - To moja nowa sowa, Penny. - Powiedziała z dumą i wdziękiem wyciągając puchatą sowę w tysiące kolorów; czarny, wszystkie odcienie brązu, szary i trochę białego.

        -Taak... Pokazywałaś mi ją tysiące, jak nie miliony razy... Jak chcesz się przed nimi chwalić, to zwracaj się bezpośrednio do nich! - Powiedziała znudzona, wywracając oczami.

                Dorcas zachichotała.

                Lizzy rzuciła jej oschłe spojrzenie. Kathly jakby szybko się opamiętała i posłała jej przepraszające spojrzenie.

                Lily przyjrzała się dziewczyną.

                Ta, na którą mówiono Kathly, miała na sobie brązowe spodnie z różowymi paskami u dołu i szaro-czerwoną bluzkę. Miała jasno-brązowe włosy do łopatek (niecałej połowy pleców), lekko falowane. Spod tuszu do rzęs można było dostrzec brązowe oczy. Ogólnie wyglądała na bardzo bogatą.

                Dziewczyna siedząca obok niej wyglądała na jeszcze bardziej bogatą i władczą. Miała długie, lśniące blond włosy z równo ułożoną grzywką. Były prawie tak długie, kal włosy Lily. Jej twarz, także była cała przepełniona makijażem, co dawało piękny efekt, jej dużym, błyszczącym oczom. Wyglądała zniewalająco. Miała na sobie różową, obcisłą mini (:D) z pasem cekinów u dołu i aksamitny sweter w tym samym kolorze.

                Obie wyglądały zabójczo, choć Lily już wiedziała, że się nie polubi z wyperfumowanymi lalkami.

        -Kathly! - Z przemyśleń wyrwał ją głos jednej z dziewczyn. Uznała, że to nie podsłuchiwanie, ponieważ Liz wiedziała, że nie siedzą same w przedziale, więc wsłuchała się w rozmowę.

        -Hmm... ? - Odmruknęła.

        -Idź do James'a i powiedz, że może mnie odwiedzić. - Uśmiechnęła się sama do siebie, ukazując szereg krystalicznie białych zębów. Jak najczystszy śnieg.

        -Jasne.

                Do opisu została jej jeszcze jedna dziewczyna, którą jak na razie najbardziej polubiła Lily.

                Siedziała właśnie bawiąc się ze swoim kotem. Na pewno nie można było jej porównać do tych wyperfumowanych, pustych lalek, ale z pewnością nie do biedoty Severusa. Była w sam raz. Tak jak Lily. No... Może z wyjątkiem tego kocura.

                Cóż tu miała długo opisywać. Miała na sobie zwykłe jeansowe spodnie i szary wełniany sweter - był bardzo ładny. Nie miała żadnego makijażu, co przypadło do gustu Lily. Włosy sięgały jej za połowę pleców. Były brązowe. Dziewczynka uznała, że jeśli trafią do tego samego domu, chciałaby to właśnie z nią się zaprzyjaźnić.

        -Jak myślisz, do jakiego domu trafisz? - Zagadnęła dziewczyna Lily, o której właśnie myślała.

        -Nie mam pojęcia. - Odrzekła zgodnie z prawdą. - A Ty?

                Ale Dorcas nie było dane odpowiedzieć, bo drzwi przedziału otworzyły się z hukiem.

        -James! - W oczach Lizzy zamigotały iskierki.

        -Siema Liz. - Na Lily i Dori nie raczył nawet spojrzeć. Siedziały cicho, patrząc na to zdarzenie, jakby nie istniały.

        -Dawno się nie widzieliśmy. - Zachichotała słodkim głosem.

        -Ja idę coś zmajstrować, bo już mi się nudzi. - Dziewczynę o blond włosach musiało to zaboleć.

        -Tylko nie daj się przyłapać! - Krzyknęła za nim ze śmiechem Kathly. - Chyba nie chcesz dostać szlabanu przed przyjęciem do Hogwartu? - Zachichotała z własnego żartu.

                Z daleka można było usłyszeć, coś typu 'Jasne, że chcę'.

        -Kath! Choć tu! - Warknęła przez zaciśnięte zęby jej przyjaciółka. - Co Ci mówiłam ?! No właśnie!

        -Eee... To w jakim będziesz domu? - Spytała Lily, by przestać się na nie gapić.

        -Myślę, że Gryffindor. - Uśmiechnęła się. - Moja mama była Gryfonką.

        -A tata?

        -To mugol. -Przyznała. - Jestem Półkrwi... - A Ty? - Spytała z zaciekawieniem.

        -Mugolak. - Odrzekła po chwili nie chętnie, czerwieniąc się nieco.

                Choco zasnął jej na kolanach. Nie przestała go jednak głaskać.

                Zaledwie pół godziny później, w przedziale, w którym działo się tak wiele, panowała zupełna cisza - dwie modnisie gdzieś wyszły, Lily domyślała się, że są u tego całego Jamesa, a Dori zasnęła.

                Lily przesiadła się na chwilę na miejsce Lizzy. Chciała popatrzeć przez okno. 

                'Sev mówił, że Slytherin jest najlepszy, a Gryffindor wręcz przeciwnie. A Dori wydawała się zadowolona z tego, że będzie Gryfonką. Na bąknęła też, że mogła by być w każdym domie, tylko nie w Slytherinie. Czyżby Sev mnie okłamał? Dziwne.' - Myślała tak, aż zasnęła.

        -Nie masz swojego miejsca ?! - Obudził ją straszliwie oschły i rozdrażniony głos. Lily zdała sobie sprawę, że Lizzy pierwszy raz się do niej odezwała.

        -Ja... Przepraszam. Chciałam tylko popatrzeć przez okno...

        -Widzę właśnie! - W jej oczach widziała nienawiść.

                Widziała, że już otwiera usta by coś dodać, ale Dorcas ją wyprzedziła, za co była jej dozgonnie wdzięczna.

        -Choć Lily. Musimy się przebrać w szaty. Za chwilę Hogwart.

                Lily zamknęła szybko swojego kota w specjalnej klatce i wybiegła biorąc mundurek.

        -Dziękuję. - Szepnęła jej do ucha z małym uśmieszkiem. - Na prawdę dziękuję.

        -Nie ma za co. - Odszepnęła, odwzajemniając uśmiech.

                W szaty przebrały się w damskiej toalecie, mieszczącej się na samym końcu pociągu.

                Pół godziny później wszyscy usłyszeli głośny gwizd, oznajmiający, że dzieci mają wysiąść.

                Najpierw wyszli wszyscy starsi uczniowie. Pierwszoroczni wyszli na samym końcu. Starszych uczniów już nigdzie nie było. Na najmłodszych czekał tylko przeogromny człowiek, drąc się na całe gardło 'PIERWSZOROCZNI DO MNIE !'

                Zebraliśmy się przy wielkoludzie.

        -Jestem Hagrid. Jestem gajowym Hogwartu i strażnikiem kluczy. - Dumnie wypiął klatkę. - Wszyscy niech idą za mną. Wsiądźcie po pięciu do jednej łodzi. Nie więcej! - Powiedział srogo. Choć był trzy razy szerszy i co najmniej dwukrotnie wyższy niż normalny człowiek, wyglądał całkiem przyjaźnie.

                Przestraszeni młodzi czarodzieje, powoli zrobili co im kazano. Płynęli przez ogromne, ciemne jezioro. Zapadła już całkowita ciemność. Mało co było widać. Wiosła działały same.

                Nagle Lily usłyszała jakiś ogromny huk, zrobiło się bardzo jasno. Dziewczyna się odwróciła. Był to ten sam chłopak, co przyszedł dziś do Lizzy. Teraz pękał ze śmiechu wraz z jakimś chłopakiem z długimi, kręconymi, kruczoczarnymi włosami  do ramion.

                Podróż wydawała się bez końca, lecz w końcu udało nam się dojechać na drugi koniec brzegu.

        -Powoli wyjdźcie z łódek i ustawcie się parami, jeden za drugim. - Powiedział olbrzym, kiedy jego łódka nieco się zatopiła pod jego ciężarem.

                Wszyscy zrobili co im kazano. Lily czuła ogromne podekscytowanie. Widziała już ogromy zamek. Przeogromny. Tysiące wież i okien. Robiło wrażenie. To było wręcz nie do opisania!

                Ogromny człowiek z twarzą ukrytą w długich, poszarpanych, czarnym włosach i brodzie, otworzył hałaśliwie drzwi. Wszyscy pierwszoroczni weszli, choć ze strachem na twarzy. Znaleźli się po chwili w ogromnej sali. Na prawdę ogromnej.

                Lily rozejrzała się. Wzdłuż sali rozciągały się cztery duże stoły. Nad każdym wisiała flaga w czterech różnych kolorach; czerwony, niebieski, żółty i zielony. Na drugim końcu sali był jeden stół ustawiony przodem. Siedzieli tam nauczyciele. Cztery stoły zajmowali już starsi uczniowie.

        -Witajcie ! - Usłyszeli gromki głos, czarodzieja z długimi srebrnymi włosami i srebrną, równie długą brodą.  - Podejdźcie bliżej !

                Na taborecie czekała już strasznie stara i potargana czapka. Sev powiedział Lily, że to Tiara. Tiara Przydziału. To ona decyduje w jakim znajdziemy się domu. To od jej jednego wypowiedzianego wyrazu, będzie zależeć, czy Lily będzie Ślizgonką, czy Gryfonką. Tego jej jednego słowa dziewczynka obawiała się najbardziej. 

        -Wszystko dotyczącego następującego roku szkolnego wyjaśnię po Ceremonii Przydziału, by pierwszoroczniaki mogły już usiąść. - Mrugnął znad okularów - połówek. Wydawał się przeraźliwie przyjazny. Lily sama już nie wiedziała czy to dobrze czy źle.

        -Wyczytam kolejno nazwiska, osoba o takim nazwisku niech wyjdzie na środek i usiądzie na krześle. - Tym razem usłyszeli głos około trzydziesto pięcio letniej, srogo wyglądającej pani w szkarłatno - zielonej szaty. - Agnes Winter.

                Lily zauważyła drobniutką dziewczynkę, całkiem podobną do niej, wyłaniającą się z tłumu. Wyglądała na przerażoną.

        -Ravenclaw! - Głos połatanej tiary rozniósł się na całą salę. Miała niski i wyraźny głos.

        -Syriusz Black. - Z tłumu wyskoczył wysoki chłopak o długich kręconych włosach. Ten sam, który spowodował wybuch podczas płynięcia łodzią wraz z Jamesem. Był wesoły. Ani trochę się nie bał.

                Tym razem Tiara nie wybrała od razu dla niego domu.

        -Cały potężny Ród Black'ów jest w Slytherinie. Cały. Bez wyjątku. - Lily zauważyła grymas na twarzy Jamesa, jak i chłopca z Tiarą na głowie. - Ale jest w Tobie tyle samo cech Gryfona, co Ślizgona, więc pozostawiam Ci wybór.

                Wargi chłopca delikatnie drgnęły.

        -A więc... Gryffindor !

                Przy stole Gryfonów rozbrzmiały oklaski, tak jak poprzednio przy stole Niebieskich.

        -Lizzy Green. - Odezwała się ponownie nauczycielka.

        -Gryffindor ! - Tiara wykrzyknęła prawie natychmiast.

                Dziewczyna, której Lily tak nienawidziła, ruszyła do stołu Gryfonów.

        -Kathly Woren.

        -Gryffindor. - To także zostało wypowiedziane prawie natychmiast. 

                'Trzech Gryfonów z rzędu' - Pomyślała Lily.

        -Finnick McJones.

        -Hufflepuff !

                'Wreszcie jakiś Żółty' - Oceniła sytuację.

        -Anabeth Chile.

        -Slytherin! - Dziewczynka odeszła z dumą i gracją do stołu pod Zieloną flagą.

        -James Potter. - Lily cicho jęknęła.

        -Gryffindor !

                'Pomimo tego wszystkiego co mówił Sev... Ja... Chyba chciałabym być w Gryffindorze...' - Odezwał się cichy głosik w głowie dziewczyny.

        -Lily Potter. - Zamarła. Nie umiała się ruszyć z miejsca. Wszyscy zaczęli się rozglądać.

        -Wszystko będzie dobrze. - Ktoś szepnął jej do ucha i lekko popchnął. To Dori. 

                'Matko Boska! A co jeśli nad moim wyborem będzie się tak długo zastanawiała, jak nad tego całego Blacka?!A co jeśli... Mój Boże ! A jak będę także musiała sama zdecydować pomiędzy Gryffindorem, a Slytherinem?!' - Ogarnęła ją taka panika, jak nigdy przedtem. Do oczu zbierały się jej łzy.

                Powoli podeszłam na środek, robiąc każdy kolejny krok z coraz większą niepewnością.

                Siadłam na ciepłej górze taboretu. Tiara opadła mi aż na nos. 

        -Hmm... - Zamyśliła się spiczasta Tiara. Lily się przeraziła. 

                'Co jeśli to oznacza, że o moim przydzieleniu, także jest nie zdecydowana?' 

                Lily była jednak w błędzie.

        -Gryffindor! - Usłyszała po chwili. Przeszła ją fala ulgi. Idąc w stronę stołu Czerwonych, w którym wszyscy klaskali na jej widok zobaczyła Severusa.

                Patrzył na nią, ale jakby jednak tego nie robił. Miał ślepe spojrzenie. Patrzył w jej stronę, lecz jakby jej jednak nie dostrzegał. Miał tak otępiały i pusty wzrok, że całe szczęście natychmiast odpłynęło z dziewczynki.

                Chciała do niego podejść, jednak była zmuszona pójść do stołu.

                Wtedy James pierwszy raz ją zobaczył. Usiadła obok niego, bo musiała, choć zrobiła to bardzo niechętnie.

        -Cześć. Jestem James. - Uśmiechnął się łobuzersko, ale jednocześnie uroczo. Jego uśmiech był powalający. Dziewczynka lekko się zarumieniła.

        -A ja Lily. - Uścisnęła lekko jego gorącą dłoń, co za sprawą jego dotyku spowodowało, że jeszcze bardziej zrobiła się czerwona na twarzy.

                Odwróciła się od niego, choć chłopak wydawał się ochoczy do rozmowy.

                'Może jednaj go polubię...' - Była jednak w wielkim błędzie.

        -Dorcas Meadows. - Lily spojrzała w stronę dziewczyny wychodzącej na środek. Wstrzymała oddech.

        -Gryffindor ! - Wypuściła z ulgą powietrze.

        -Severus Snape. - Teraz, nie ważyła się spojrzeć w stronę grona nauczycielskiego.

        -Slytherin ! - Usłyszała natychmiast. Teraz na niego popatrzała. Widziała, jak jakiś blondyn z drugiego roku mu się przedstawiał. Był to Lucjusz Malfoy.

                -Jestem Profesor Albus Dumbledore. Jestem dyrektorem Hogwartu. Jutro rano, na śniadaniu dostaniecie plany. Cóż tu więcej mówić. - Odezwał się dyrektor. - Wcinajcie. - Znów puścił perskie oko do uczniów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 3 - Tiara Przydziału”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      coco0011
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 stycznia 2014 18:45
  • piątek, 03 stycznia 2014
    • Rozdział 2 - Ulica Pokątna

        -Lily ! Co Ty tu robisz ?! - Chłopiec nie krył zdziwienia, kiedy zobaczył dziewczynę przed swoim domem. 

        -Ciebie też miło widzieć. - Powiedziała nieco oschle, lecz od razu się poprawiła. - Nie pamiętasz już? Obiecywałeś, że 27 sierpnia wybierzemy się razem na ulicę... Pokątną. - Ostatnie słowo wypowiedziała z niepewnością, zerkając na chłopaka.

        -No tak. - Odburknął.

        -Jak się tam dostaniemy? - Spytała z zaciekawieniem spoglądając w stronę chłopca.

        -Za pomocą Proszku Fiuu. - Stwierdził obojętnie, jakby to było coś najnormalniejszego na świecie.

        -Czego? - Niezrozumiała.

        -Proszku Fiuu. - Powtórzył wzruszając ramionami i niezauważalnie zmieniając nogę, na której się opierał, przenosząc ciężar ciała na drugą stronę. 

        -Byłbyś tak miły wyjaśnić co to oznacza? - To było bardziej polecenie, niż pytanie. Troszkę rozdrażniła ją jego niezrozumiałość. 

        -Och. -Wzdechnął z niechęcią, wydając się nieco znudzonym. - Proszek. To Proszek.

        -Severusie ! - Dziewczyna już się zdenerwowała nie na żarty. W tym momencie była wręcz oburzona. - Co się z Tobą dzieje ?!

        -Nic. -Odburknął. - Nie bardzo chcę, żebyś do mnie wchodziła... - Powiedział cicho zawstydzony, odwracając się w stronę dopiero co wschodzącego słońca znad budzącego się miasteczka.

        -Ale... Dlaczego ? - To zbiło dziewczynę z tropu. 

        -Bo... - Wziął głęboki oddech i zebrał się by dokończyć. - Bo nie jesteśmy zbyt bogaci. - To powiedział tak cichym szeptem, że Lily ledwo co usłyszała. Odwrócił się jeszcze bardziej w bok. 

                Lily odetchnęła z ulgą. Zauważyła to już dawno. Chłopiec zawsze był ubrany w jedne i te same ubrania. Poszarpane i podziurawione w wielu miejscach. Jego włosy zawsze były okropnie przetłuszczone. Miał je kruczoczarne do samych do ramion, co jeszcze bardziej zwracało na to uwagę. Na ubrania każdego dnia narzucał czarną, a raczej szarą - wyblakłą od słońca, pelerynę. Miała dużo małych i dużych dziurek. Każda z krawędzi była postrzępiona. Ogólnie chłopiec był może o 10 centymetrów większy od dziewczynki. Jednak wyglądał okropnie mizernie - był strasznie chudy. Lily myślała, że gdyby nie miał na sobie ubrań, było by mu widać żebra. Krótko mówiąc, ciężko było nie zauważyć, że jest biedny. Oczywiście, nie chciała mu wydać, że już wcześniej się zorientowała. Bała się, że będzie smutno jak się dowie, że tak po nim widać, że jest biedny.

        -Nie przejmuj się ! Ja też wcale nie jestem bogata ! - Chciała pocieszyć chłopaka.

        -Nie mamy czasu. - Zmienił temat Snape. Ruszył się z miejsca, choć zrobił to niechętnie.

        -Nadal nie rozumiem, jak się tam dostaniemy. - Przyznała zgodnie z prawdą.

        -Zaraz sama się przekonasz. - Chłopak wydawał się już rozzłoszczony tym, że Lily zadaje ciągle to samo pytanie.

                Otworzył powoli drzwi, jakby się bał, że gdy zrobi to mocniej, wylecą z zawiasów. Usłyszeli przeraźliwy skrzyp. Zrobili krok do przodu. Podłoga okropnie zatrzeszczała pod ich ciężarem, jakby chciała uświadomić, że nie da rady ich utrzymać. Lily poczuła okropny zapach. Sama nie wiedziała, czy to zapach rozkładającego się grzyba, czy ich obiadu, ale uznała, że nie wypada go oto pytać. Rozejrzała się dookoła, przyglądając się wszystkiemu z uwagą. Ściany były z drewna, które ze staroci było już zzieleniałe. Drzwi, którymi weszli, prowadziły do kuchni. Była ona okropnie mała. Lily zauważyła parę starych szafek, pordzewiały piecyk gazowy i maleńki, aż przerażająco maleńki stoliczek bez krzeseł. Dziewczyna wiedziała, że Severus mieszka sam z mamą i tatą. Nie miała pojęcia jak mieszczą się przy tym stole i zastanawiała się, czy jedzą na stojąco, choć wątpiła, by choć jedno krzesło się tu zmieściło. Wszystko wyglądało, jakby było porośnięte przez mech. Lily miała nadzieję, że tylko tak jej się wydaje. Mówiąc, że też nie jest bogata, na pewno nie miała tego na myśli.

                Przeszli przez drzwi do następnego pokoju. To, co zobaczyła, kompletnie ją zamurowało. Pokój był równie mały. Może nieco większy od poprzedniego. Na ziemi leżały trzy, zawilgotniałe koce, pozjadane przez mole. Panna Evans, domyśliła się, że to służy im jako łóżka. Koce zajmowały całą powierzchnię podłogi. W pokoju poza kocami był tylko zakurzony, wielki kominek, zbudowany z kafelek.

        -Jesteś sam? - Spytała, przerywając ciszę. Przytaknął. - To jak się tam dostaniemy? - Spytała (zaś). Myślała, że Sev będzie zły, ale najwyraźniej był wdzięczny, że się odezwała.

        -Wejdź do kominka. - Powiedział pewnym głosem.

        -Słucham ?!

        -Zaufaj mi. - Uśmiechnął się nieznacznie. - Wejdź do kominka. - Powtórzył.

                Powoli posłusznie weszła do wskazanego miejsca, patrząc z ukosa na Severusa, czy nie robi tego, by po prostu zrobić ją 'w konia'.

                'Mama mnie zabije, jeśli będę cała w kurzu' - Pomyślała.

                Chłopiec wcisnął się do środka za nią. Było strasznie ciasno.

        -Weź trochę. - Powiedział wyciągając z kieszeni woreczek z czarnym pyłem. Połyskiwał też nieco na niebiesko. W dotyku był delikatny i miękki, choć za bardzo nie było czuć, że coś się trzyma. - Gdy powiem 'już' , jednocześnie wypuścimy z ręki Proszek i krzykniemy 'na Pokątną'. - Lily żałowała, że nie tłumaczył tego szybciej, kiedy się nie uciskali w ciasnym kominku. - Musisz powiedzieć to bardzo wyraźnie. - Trzy - czte - ry , już !!! - Krzyknął chłopak.

        -Na Pokątną! - Krzyknęli oboje donośnie i wyraźnie.

                Lily zauważyła, że staje w płomieniach. Serce zaczęło jej szybciej bić. Ba! To mało powiedziane! Chciała spytać Severusa, dlaczego zaczęli się palić, lecz on zniknął z jej ograniczenia wzrokowego, a czuła, że i tak nie wydałaby z siebie głosu. Jednak ten płomień nie był zwykły. Był inny. Był zielony. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że on wcale nie parzy. Wręcz przeciwnie - przynosi miły chłód.

                Nagle wyleciała z kominka. Mocno upadła na zimną ziemię. Rozejrzała się. Severus stał już, spoglądając na nią.

        -I jak? Strach obleciał? - Uśmiechnął się nieco wścibsko. 

        -Chciałbyś. - Odpowiedziała oschle Lily strzepując kurz z różowej sukienki w kwiatki.

        -Och! - Jęknął chłopak. - Zapomniałem mojego listu... Wzięłaś swój?

        -Co byś beze mnie zrobił? Mam. - Rzekła wyciągając stary gruby pergamin.

        -Najpierw podręczniki.

                Lily spojrzała na kawałek pergaminu zatytułowany ;

          Podręczniki:

      Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:

      1. Standardowa Księga Zaklęć  (1 stopień)  Mirandy Goshwak

      2. Dzieje Magii  Bathildy Bagshot

      3. Teoria Magii  Adalberta Wafflinga

      4. Wprowadzenie do Transmutacji  (dla początkujących) Emerika Switha

      5. Tysiąc magicznych ziół i grzybów  Phyllidy Spore

      6. Magiczne wzory i napoje  Arsenigusa Jiggera

      7. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć  Newta Scamandera

      8. Ciemne moce : poradnik samoobrony  Quentina Trimble'a

        -Dużo tego. - Westchnął chłopiec. - Książki kupimy w Księgarni 'Esy i Floresy'. Chodźmy.

       ***

        -Wow ! - Rzekła Lily, kiedy weszli do sklepu. Był dość mały. Dookoła wszystkich czterech ścian, ciągły się regały z książkami, aż po sufit. Nie było do kasy żadnej kolejki, więc Sev od razu pociągnął dziewczynę do sprzedawczyni, nie pozwalając jej rozejrzeć się po książkach.

        -Poproszę o dwa zestawy każdych książek. - Zwrócił się do sprzedawczyni. 

        -To będzie... - Pani liczyła w myślach. - 5 galeonów, 17 sykli i 3 knuty.

        -Ile?! - Snape wytrzeszczył szeroko oczy, że Lily mogłaby przysiąc, że zaraz mu wypadną. Niechętnie wyciągnął sakiewkę z pieniędzmi. Wyciągnął ile trzeba i podał Madame Rosallie - naszywka z owym napisem znajdowała się na fartuchu. Dziewczyna zauważyła, że już prawie nic tam nie zostało.

        -Em... Sev? Ja mam tylko normalne pieniądze. Nie mam z czego Ci oddać... - Szepnęła mu do uch, podczas gdy sprzedawczyni pakowała książki to materiałowych reklamówek z napisem 'Esy i Floresy. Madame Rosallie i Samy' .

        -Spokojnie. Teraz idziemy do Banku Gringotta. To jedyny istniejący Bank Czarodziejów. - Wyjaśnił od razu widząc jej zdziwioną minę. - Tam będziesz mogła wymienić pieniądze.

        -OK. - Odparła.

                Stanęli przed ogromnym budynkiem. Lily nie wiedziała, czy kiedykolwiek było dane jej widzieć coś równie dużego, jak i pięknego. Wejście było podparte na czterech marmurowych kolumnach. Cały budynek był jasno  żółty. Weszli do środka.

        -Severus! - Krzyknęła głośno dziewczyna z przerażeniem w oczach. - Co to jest ?! - Krzyknęła wskazując na stworzenie, które było jeszcze mniejsze od niej, choć uchodziła za najmniejszą dziewczynkę w wiosce, jak na swój wiek. Miało wystające długie i ostro zakończone uszy.

        -Ciii ! - Szepnął ze strachem. - To gobliny... Podstępne zwierzaki. - Dodał z obrzydzeniem. - Lepiej tu o tym nie mówmy... Opowiem o nich jak opuścimy to miejsce.

                Podeszli do najbliższego goblina.

        -W czym mogę pomóc? - Spytał, nawet nie spoglądając na swoich rozmówców.

        -Panienka Evans, nowa czarownica, chciałaby zamienić mugolskie pieniądze na nasze. - Przedstawił pokrótce chłopiec.

                Goblin wyciągnął rękę. Lily powoli dała mu pieniądze.

        -Proszę. Dwadzieścia galeonów, osiemdziesiąt sykli i szesnaście knutów. - Powiedział skrzat oddając jej pieniądze.

                Snape rozszeżył oczy. Nie wiedział ile Lily dała pieniędzy goblinowi, ale na pewno nie spodziewał się, że aż tyle ! Sam zabrał zaledwie 8 galeonów...

                Lily obliczyła na połowę poprzednią cenę za książki i dodała jeszcze dwa galeony. Odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła, że Severus jej zaufał i nie przeliczał pieniędzy.

        -Dobra. Teraz idziemy po mundurek. - Rzekł chłopiec ruszając z banku.

                Szli wąską uliczką. Była cała zatłoczona od dziwnych ludzi poubieranych w peleryny i ze spiczastymi czapkami na głowach w różnych kolorach. Mijali przedziwne sklepy. Jeden udało się Lily ujrzeć spoza tłumu. Był to sklep z miotłami. Dziewczynka myślała, że służą do sprzątania, więc zdziwiło ją, gdy usłyszała skrawek rozmowy dwóch dzieci;

       ' -To nowa Świetlista Smuga ! - Zawołał jeden z chłopców wpatrujących się w wystawę sklepu.

        -Podobno jest najszybsza ! Może dogonić nawet Wicioszyna 90 ! - Drugi chłopiec przykleił nos do szyby z podziwu. '

        -Lily, chodź. - Zawołał za nią chłopak.

                Weszli do chyba najnowszego sklepu jaki tu zdołała zobaczyć.

        -Cześć kochaneczki. - Przywitał ich słodki głos Madam Rose. Wybieracie się do Hogwartu?

                Sev przytaknął.

        -To co, może Ty pierwsza? - Uśmiechnęła się przyjaźnie do Lily. Miała na sobie zbyt dużo makijażu. Przynajmniej tak sądziła dziewczynka.

                Weszła na wyznaczone krzesło. Pani zaczęła ją dokładnie mierzyć. Trwało to około dwudziestu minut. Później zaczęła robić to samo z moim kolegą. W tym czasie Lily spojrzała na pergamin, co teraz kupują;

      Umundurowanie:

      Studenci pierwszego roku muszą mieć:

      1. Trzy komplety szach roboczych (czarnych)

      2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)

      3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju.

      4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)

      UWAGA : Wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.

        -Do odbioru za godzinę. - Uśmiechnęła się przemile spod ton tuszu do rzęs, pomatek i pudrów, ukazując rząd białych zębów.

        -To gdzie teraz? - Spytałam kiedy wyszliśmy ze sklepu. Akurat weszła tam grupka dzieci w naszym wieku.

        -Co jeszcze trzeba kupić? - Odpowiedział mi pytaniem.

                Zerknęłam na ostatnią część kartki;

      Pozostałe wyposażenie:

      - 1 różdżka

      - 1 kociołek (cynowy, rozmiar 2)

      - 1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek

      - 1 teleskop

      - 1 miedziana waga z odważnikami

      Studenci mogą mieć jedną sowę, ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.

      Przypomina się rodzicom, że uczniom pierwszych lat nie zezwala się na posiadanie mioteł.

                To był już koniec listu.

        -Choć za mną.

                Pół godziny później mieli już kupione wszystko, oprócz różdżki.

        -Dzień dobry maluchy ! - Przywitał ich rześki głos sprzedawcy. - Zapewne przyszliście po różdżki. - To było bardziej zdanie stwierdzenie niż pytanie. - To jak ? Panienka pierwsza?

                Powoli podeszłam do pana Ollivandera, bo tak przeczytałam przed sklepem.

        -Podaj mi imię, nazwisko i status krwi. - Rzekł wyciągając z biurka długopis i bardzo stary zeszyt.

        -Lily Evans. A status? E... - Spojrzała niepewnie na przyjaciela.

        -Mugolak. - Podszepnął.

        -Muglak. - Powtórzyłam.

                Sprzedawca spojrzał na mnie.

        -Mugolak. - Poprawił ze śmiechem. Uśmiechnęłam się niepewnie. Było mi strasznie głupio z błędu jaki popełniłam.

                Jako pierwszą podał mi różdżkę koloru brązowego. Był to strzał w dziesiątkę.

        -Oto Twoja różdżka. - Uśmiechnął się. - Chyba nigdy nie udało mi się dobrać różdżki tak szybko. Ma panienka szczęście, że akurat ta różdżka Cię wybrała...

        -Chwila... - Przerwała mu Lily, choć za chwilę pomyślała, że to nieco niegrzeczne. - Ja to ona mnie wybrała?

        -O tak. Różdżki same wybierają sobie właścicieli. Nie wiedziałaś o tym? - Zdziwił się. - Mniejsza oto. - Dodał, kiedy do sklepu weszło kilka następnych klientów. - To różdżka z wierzby, mająca 10 i 1/4 cala. Jest bardzo elegancka. Jest świetna do rzucania uroków. Zapamiętaj to sobie. - Uśmiechnął się, podając jej wąskie i podłużne opakowanie.

        -Już wszystko mamy. -Powiedziała Severus, kiedy odebrali mundurek i tiarę. - Wracamy w ten sam sposób. - Uśmiechnął się.

                Dziewczynie zrobiło się niedobrze, jak pomyślała, że znów będzie robić sto obrotów na sekundę. Ale uznała, że było warto. To był jeden z najlepszych dni w jej życiu.

       

          Czy podoba mi się rozdział? Nie bardzo. Rozdział 1, 2 i 3 będą troszkę denne . Później akcja zaczyna się bardziej rozwijać ;D Myślę, że jest dłuższy od 1 :D :P . Następne rozdziały będą się pojawiać co około miesiąc ;D  Zapraszam do komentowania i czyatnia : ))))))

      ~Hakape

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      coco0011
      Czas publikacji:
      piątek, 03 stycznia 2014 20:04
  • poniedziałek, 30 grudnia 2013
    • Rozdział 1

        -Lily ! Zaczekaj na mnie! Poskarżę się mamie !

                Dziewczynka przystanęła. Stała teraz na szczycie wzgórza. Była obrócona tyłem do nadbiegającej siostry. Patrzała w dal, na małe miasteczko. Bardzo lubiła ten widok. Najładniej wyglądał nocą, kiedy we wszystkich maleńkich budynkach świeciły się małe światełka, jaśniejące na żółto. Jedak rzadko o zmierzchu udawało wymknąć jej się z domu... Jej siostra od razu poskarżyła by mamie.

        -Berek ! - Z podziwiania jej ulubionego krajobrazu wyrwała ją siostra, która zdążyła wdrapać się na strome wzgórze. - Nigdy mnie nie złapiesz ! - Krzyknęła parskając śmiechem przypominającym chrumkanie świni.

        -Tuniu ! Nie mam już sił . -Skłamała. Wiedziała, że z łatwością dogoniłaby siostrę lecz nie chciała by się musiała niepotrzebnie na nią złościć...

        -Czyli się poddajesz ? - Jej głos zabrzmiał szyderczo, a twarz przyjęła wyraz , jakby chciała powiedzieć 'Znów wygrałam ! Jestem najlepsza!'

        -Nie nazwałabym tego tak, ale niech będzie -  poddaję się. Wygrałaś Petunio - Uśmiechnęła się najmilej jak tylko umiała, co lekko wyprowadziło siostrę z równowagi. -Chciałabym pójść jeszcze na plac zabaw... Idziesz? -Zmieniła temat.

        -Skoro muszę. -Odpowiedziała głosem, jakby robiła przez to przysługę. Wywinęła do góry oczami.

                Lily powstrzymała się od powiedzenia 'wcale nie musisz' , wiedząc, że Petunia znów by się na nią złościła.

        -Ale te huśtawki skrzypią i zjeżdżalnia taka zardzewiała... -Dziewczynka codziennie musiała wysłuchiwać marudzenia siostry, ale powstrzymywała się od uwag.

        -Cześć - Siostry usłyszały za sobą głos. Obie podskoczyły na huśtawkach. 

        -O! Sev! - Na twarzy Lily od razu zakwitł szeroki uśmiech, Petunia za to tylko jęknęła, choć Lily mogła przysiądz , że usłyszała 'znowu on' lecz puściła to mimo uszu. 

        -Musimy już iść - Powiedziała władczo starsza siostra. - Obiad już pewnie stygnie. 

        -Ależ Tunio ! - Lily nie kryła niezadowolenia. - Z Severusem nie widziałam się od tygodnia ! Pozwól mi z nim choć chwilkę pogadać...

        -Po co masz się jej słuchać ? -Wtrącił się do rozmowy chłopiec. - Dlaczego pozwalasz, by taki mugol jak ona, Tobą rządziła?! 

        -Sev, później okej? -Dziewczyna spojrzała w jego stronę. Chłopiec już chciał coś powiedzieć,  ale najwyraźniej się rozmyślił i zamknął buzię. 

        -Lily! Powtarzam po raz ostatni ! IDZIEMY DO DOMU !!! - Teraz wściekła się już nie na żarty.

        -To idź. Ja tu zostaje . - Dziewczyna spojrzała na nią oschłym spojrzeniem. - Chcę porozmawiać z Severusem. Zostaje. Czy tego chcesz czy nie. Ty także mozesz zostać. 

        -Nie mam ochoty przebywać w TAKIM towarzystwie. I WSZYSTKO POWIEM MAMIE! -Zaczęła biec z powrotem pod górę. 

                Lily posmutniała.

        -Nie przejmuj się nią... Już Ci tłumaczyłem , że jest po prostu zazdrosna, bo Ty jesteś wyjatkowa, a ona NIKIM.

        -Nie mów tak Severusie. To moja siostra. I choć jest czasem wprost nie do zniesienia, to przecież nadal ją kocham... - Lily spojrzała prosto w oczy chłopca.  Zachipnotyzowały go jej zielone, ogromne oczy. Zresztą zawsze tak na niego działały.  Jak wszystko co miała Lily. Był zakochany nie tylko w jej oczach, a także w jej długich,  ojj tak - bardzo długich (za pas) rudych jak najczystrzy ogień włosach.  Zawsze były lekko podkręcone. Miała smukłą sylwetkę i była dość mała , co według Snape'a sprawiało,  że była jeszcze bardziej urocza. Oczywiście nigdy jej o tym nie mówił.  Byli tylko przyjaciółmi.  Właściwie... Była to jedyna znajowa Seva. 

        -Ona... nie zasługuje na to... Nie zasługuje byś ją kochała. -Powiedział lekko oprzytomniejąc.

        -Opowiedz mi coś lepiej jeszcze o tym całym Hogwarcie ! - Lily przysiadła na jesiennej trawie. - Skąd wiedziałeś, że jestem czarownica?  -Zaciekawiła się. 

        -No więc... W Hogwarcie są cztery domy. Najlepszy jest Slytherin oczywiście.  Mam nadzieję,  że oboje tam trafimy. - Zaczął swoje opowiadanie Snape. Opowiadał jej tak przez całe pół godziny.

        -O Mój Boże ! Nie mogę się doczekać jak dostanę list z Hogwartu ! -Podekscytowała się Lily - Miałeś powiedzieć skąd wiesz, że jestem czarownicą... ? -Przypomniała sobie dziewczyna.

        -Nigdy nie zauważyłaś, że jesteś inna niż wszyscy ? Ja to zrozumiałem,  jak ujrzałem Cię idącą, a za Tobą leciały rzeczy. Nie musiałaś ich nieść.  Więc się Tobą zaciekawiłem... Zacząłem się Tobie przyglądać, no i w ogóle... mam nadzieję,  że nikomu poza siostrą nie powiedziałaś ?! - Przestraszył się chłopiec i spojrzał na nią bacznie.

        -Nie martw się.  Nikomu nie wygadałam. - Uśmiechnęła się.  Jej uśmiech ujawniający rząd krystalicznie białych zębów oniesmielił Severusa. - Muszę się już zbierać... Mama będzie zła. Odprowadzisz mnie kawałek ? -Spytała przyjaźnie. 

        -Jasne. -Chłopiec powoli wracał do siebie po ujrzeniu onieśmielającego uśmiechu.

                Pogoda była słoneczna. Jak to w wakacje. Choć na niebie co jakiś czas pojawiały się małe obłoczki. Na niektórych drzewach liście zaczęły już żółknąć lecz to tylko dodawało im uroku. Szli teraz wąską uliczką prowadzącą pod dom dziewczynki. Tam się pożegnali. 

        -Severusie !!! Severusie !!! SEVERUSIE !!! - Krzyczała Lily następnego popołudnia, będąc pod jego domem. - Severusie, mam list !

        -Cześć Lily. -Chłopiec uśmiechnął się na jej widok.

        -Był u mnie Dumblor! Dał mi list! Wszystko wyjaśnił rodzicom i ... Zgodzili się ! Jedziemy razem do Hogwartu! - Dziewczyna nie kryła niezmiernej radości i szczęścia.

        -Po pierwsze. -Zaśmiał się chłopak. - Był u Ciebie Dumbledore, a nie jakiś tam Dumblor. Zachichotał lecz ni było mu dane skończyć, ponieważ dziewczyna rzuciła mu się na ramiona. Poczuł miły zapach jej perfum. Wiedział, że to będzie najszczęśliwsza chwila w całym jego życiu. Chciał by trwała wiecznie. Wiatr powiał jej piękne rude jak ogień włosy wprost na jego twarz. Wciągnął ich piękny zapach. Ubrana była w niebieską sukienkę, jak co dzień z falbanami u dołu.

        -Sev... -Zaczęła. -Tak niezmiernie się cieszę. -Zarumieniła się chyba ze swojego czynu. -Muszę już wracać... Mama pozwoliła mi tylko Cię powiadomić.

        -To... Do zobaczenia na peronie. -Uśmiechnął się przyjaźnie, nadal nie ochłonowszy po jej czynie. - I w tym samym - Na to słowo zwrócił uwagę - Domu. -Dokończył.

       

       

      Hejj ;) Dziękuję za przeczytanie. Teraz wyjeżdżam, ale do 07.01.14 r. Spróbuję dodać 2 rozdział. Później akcja będzie się rozwijać bardziej. Zapraszam do czytania :) Pierwszy jest taki krótki, tylko by Was zaznajomić. Następne będą o wieeeeeleeee dłuższe ;)

      ~Hakape

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      coco0011
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 grudnia 2013 13:25
  • niedziela, 29 grudnia 2013
    • Powitankoo :)

      Cześć !  Zakochałam się w historii Lily i James , tak zwanej Jily. Ponieważ w sadze o Harry'm Potterze nie jest o nich za dużo, postaram się opowiedzieć Wam jak najlepiej potrafię jak ja , wyobrażam sobie całą ich historię. Na razie to tyle. Niedługo pojawi się pierwszy rozdział ; )))

      ~Hakape

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      coco0011
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 grudnia 2013 19:39

Kalendarz

Październik 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Kanał informacyjny

trwa inicjalizacja, prosze czekac...